Powrót do Polski

Poniżej przedstawiamy tekst naszej byłej już korespondentki z Holandii Doroty Mazur, która po wieloletnim pobycie w Holandii, gdzie pracowała na kontraktach czasowych, opowiada o zderzeniu się z polskimi realiami. Dorota i jej mąż Mariusz są obecnie szczęśliwymi rodzicami małej Liliany. Opowieść Doroty o Holandii przeczytacie Państwo w Holandia według Doroty (jest to jeden z chętniej czytanych tekstów Holandii bez tajemnic).

kinderdijk

Mariusz i Dorota w Kinderdijk, Holandia

Polska…

     Decyzja o powrocie do kraju nie była trudna. Po sześciu latach życia w trybie praca – dom, praca – dom, mieliśmy po prostu dość. Zresztą planowana ciąża jeszcze tę decyzję przyspieszyła. Powstaje więc pytanie, dlaczego, skoro miała nam się powiększyć rodzina, nie postanowiliśmy zostać w Holandii? Cóż, to w Polsce przecież mieliśmy rodziny, własne mieszkanie, przyjaciół. I to w Polsce chcieliśmy ochrzcić dziecko…

     W styczniu 2016 r. w końcu wróciliśmy do kraju, po załatwieniu wszystkich formalności i pozamykaniu różnych spraw. Pieniądze, które zaoszczędziliśmy, jak i należne nam holenderskie zasiłki: dla bezrobotnych (WW – uitkering ) i macierzyński (WAZO), pozwoliły nam spędzić spokojnie pierwsze miesiące pobytu w Polsce, tylko z córeczką. Po powrocie do kraju często spotykaliśmy się z pytaniami ze strony znajomych, nieco połączonymi z niedoinformowaniem: dlaczego nie rodzicie w Holandii, przecież dziecko będzie miało obywatelstwo holenderskie? Skąd taki stereotyp? – nie wiem. W każdym razie warto tu wspomnieć, że dziecko może zaraz po urodzeniu otrzymać obywatelstwo holenderskie tylko jeśli jego matka lub/i ojciec są Holendrami.

     Nasza córeczka przyszła na świat 16 marca 2016 r. o godz. 17:24, w Szpitalu Położniczym w Wałbrzychu.

dsc_0372-m

     Nie jetem w stanie porównać opieki okołoporodowej w Holandii i w Polsce. W każdym razie z pobytu w szpitalu, opieki przy porodzie i po porodzie byłam bardzo zadowolona. Nie żałuję, że zdecydowałam się na poród w Polsce. Wałbrzyski szpital spełnia jak najbardziej europejskie standardy jeśli chodzi o wyposażenie, aparaturę i opiekę. Natomiast wyżywienie jest takie, jak w każdym innym polskim szpitalu, czyli praktycznie bardzo marne. I o ile w Holandii swoje posiłki pacjent może wybrać z karty dań, o tyle przed polskimi szpitalami jeszcze daleka droga w tym temacie… No, ale niemal w każdej placówce szpitalnej jest bufet, gdzie można samemu kupić sobie coś ekstra do jedzenia. Zarówno w Holandii, jak i w Polsce w ramach ubezpieczenia matce i maleństwu przysługuje w domu opieka poporodowa. W Holandii jest to kraamzorg, obejmujący m.in. asystowanie przy porodzie domowym, opieka nad matką i noworodkiem, np. przygotowywanie posiłków, pomoc przy kąpieli dziecka, codzienny pomiar temperatury, pielęgnacja maleństwa. Opieka poporodowa w Holandii obejmuje także utrzymanie porządku w domu, czyli codzienne czyszczenie łazienki i toalety, zmiana pościeli mamy i noworodka, przygotowywanie posiłków pozostałym członkom rodziny i zabawa z pozostałymi dziećmi. To dużo, ale opieka ta jest częściowo płatna i zależy od wysokości i zakresu posiadanego ubezpieczenia. W Polsce, po opuszczeniu szpitala, matka i dziecko mają prawo do czterech wizyt położnej lub pielęgniarki środowiskowej. I w tym przypadku położna także udziela porad na temat pielęgnacji noworodka, karmienia piersią, interesuje się stanem zdrowia matki. Opieka ta nie obejmuje jednak pozostałych członków rodziny. Pomimo iż wykorzystałam prawo do czterech wizyt położnej, otrzymałam informację, że gdybym miała z czymś kłopot, zawsze mogę zadzwonić po położną, która na pewno udzieli mi pomocy. Chyba nie jest więc aż tak źle z tą naszą opieką okołoporodową…

     Na tym kończy się idylla, jeśli chodzi o opiekę państwa nad rodziną. Z uwagi na dochody z Holandii stanęliśmy przed murem nie do przebicia, jeśli chodzi o wszelkie świadczenia na dziecko. Mimo że nasza córka urodziła się w Polsce, jest obywatelem Polski, od państwa nic jej się nie należy. Ani tzw. “becikowe”, czyli jednorazowy zasiłek na dziecko w wys. 1000 zł (ok. 230 euro ), które zostało wprowadzone w 2006 r. i obejmowało wszystkich rodziców, którym urodziło się dziecko, bez względu na dochód. W 2012 r. wprowadzono jednak ograniczenie, które uwzględnia dochód i kryterium na członka rodziny i wynosi 1922 zł netto (447euro ). Tak więc nie kwalifikujemy się… Nie należy się nam również. tzw. “rodzinne”. Zasiłek rodzinny wypłacany jest co miesiąc i początkowo wynosi 89 zł (ok. 20 euro) i ma na celu pokrycie częściowych kosztów związanych z utrzymaniem dziecka. Z czasem kwota ta wzrasta, jednak i tutaj istnieje kryterium dochodowe i wynosi 674 zł (156 euro) na osobę w rodzinie. Nie należy nam się także 500 zł ( 116 euro) ze słynnego ostatnio rządowego programu “500+”. Tutaj kryterium dochodowe wynosi 800 zł (186 euro) na osobę w rodzinie. Dla rodzin posiadających dziecko niepełnosprawne kryteria są nieco inne, ale tak naprawdę różnica jest niewielka. W wielu przypadkach dochody brane są aż z roku 2014, więc nie kwalifikujemy się pod żadnym względem. W tej chwili mamy złożony wniosek do holenderskiego urzędu SVB (Sociale Verzekeringsbank) o przyznanie nam kinderbijslag za okres po urodzeniu dziecka, kiedy uzyskiwaliśmy jeszcze dochody z Holandii. Czekamy na decyzję.

     Kolejnym murem trudnym do przebicia jest znalezienie pracy pozwalającej utrzymać rodzinę na podstawowym poziomie. Owszem, pracę można znaleźć w ciągu jednego, dwóch dni, ale na początek z bardzo niskim wynagrodzeniem, zazwyczaj za 1300 – 1500 zł (ok. 300 – 350 euro) netto miesięcznie. Mam tu na myśli zwykłego, szarego pracownika, pracującego często po 12 godzin na dobę, bez dodatkowych ekwiwalentów za nadgodziny czy godziny nocne. Niestety, tzw. średnia krajowa, która w Polsce wynosi 3291,6 zł brutto (około 765 euro), nijak ma się do rzeczywistości. Jest to kwota, której 2/3 Polaków nigdy nie zarobiło i nie zarobi. W ostatnim czasie polski rząd wprowadził minimalną stawkę na godzinę dla osób pracujących na tzw. “umowy zlecenie” i wynosi ona 12 zł brutto. Uważam, że chwalenie się polskiego rządu na arenie międzynarodowej, że w naszym kraju stawka godzinowa to w przybliżeniu 2,8 euro brutto na godzinę, jest uwłaczające godności polskiego pracownika. No ale przynajmniej Holendrzy, Anglicy, Norwegowie i inne nacje dowiedzieli się, dlaczego tylu Polaków wciąż żyje na emigracji. Nachodzi mnie taka mała refleksja, że wyjeżdżając 10 lat temu z Polski też uciekałam przed zarobkami rzędu 1300 zł (ok. 300 euro) za miesiąc pracy. Minęła dekada, a zarobki stanęły w miejscu. I być może najniższa krajowa (obecnie nie mniej niż 1850 zł (430 euro brutto) nieco wzrosła w ciągu tych 10 lat, ale wszelkie podatki, potrącenia, ubezpieczenia taże wzrosły, więc dochód netto pozostał praktycznie niezmieniony.

Myślę, że warto tutaj także wspomnieć o miesięcznych wydatkach, jakie ponosi polska rodzina. W naszym przypadku, a posiadamy własne, małe 2-pokojowe mieszkanie, podstawowe opłaty, takie jak czynsz, rachunki, ubezpieczenia wynoszą około 1000 zł na miesiąc. Rodziny, które takie mieszkanie wynajmują, muszą doliczyć koszt około 600 – 800 zł więcej. W większych miastach, takich jak Wrocław, centy te niemal się podwajają. Nie jest więc możliwe, aby jedna osoba zapewniła  podstawowy byt całej rodzinie, bo zwyczajnie nie ma pieniędzy na żywność, ubrania i inne wydatki. Szczęście więc, gdy pracują dwie osoby, jest to jednak kosztem poświęcenia czasu dla dziecka.

     To tyle, jeśli chodzi o pierwsze pół roku w Polsce. Muszę tu koniecznie nadmienić, że wszystko, co napisałam, nie ma na celu użalania się nad losem “powracającego emigranta”. Byliśmy dobrze przygotowani na to, co czeka nas po powrocie do Polski. Tekst ten ma na celu przede wszystkim  pokazanie, że tak naprawdę ten powszechnie rozgłaszany rozwój gospodarczy Polski, poprawienie bytu wielu Polaków itp., to tylko napompowany balon propagandy na potrzeby dobrego wizerunku w Europie. Na spadek bezrobocia i wzrost gospodarczy naszego kraju w ogromnym stopniu wpływ mają Polacy pracujący za granicą i przywożący swoje pieniądze do Polski. Szacuje się (według portalu polskieradio.pl), że w ciągu dziesięciu lat od wejścia do UE polscy emigranci przesłali do kraju ponad 234 mld zł ( ok. 545 mln euro ). A należy pamiętac, że wielu rodaków pracuje za granicą nielegalnie…

Pomimo że Królestwo Niderlandów zapewniało nam byt przez ostatnie lata, na razie nie planujemy tam powrotu. Wiemy, że jeśli tam znów wyjedziemy, to tym razem już na stałe. Rozważamy kilka opcji na swoją przyszłość, a Holandia będzie ostatecznością. Nasz dom jest w Polsce.

13165839_10206050180203505_8765783519968034089_n

 

Dorota Mazur, wrzesień 2016