Królewskie wizyty

W latach 30. ubiegłego wieku na tereny dzisiejszej Polski przybyły z nieformalnymi wizytami królowa Wilhelmina oraz jej córka Juliana, późniejsza królowa Holandii.

Ciekawostką jest to, że obydwie wizyty związane były z zamążpójściem Juliany. Następczyni tronu, Juliana Luiza Emma Maria Wilhelmina Oranje-Nassau, urodziła się 30 kwietnia 1909 r. i po przekroczeniu przez nią dwudziestego roku życia należało jej znaleźć męża, którego jej matka, królowa Wilhelmina, poszukiwała w kręgach arystokracji niemieckiej.

 Królowa Wilhelmina (z lewej) i księżniczka Juliana (z prawej)

Jej wybór padł na przedstawicieli rodów Reuss i Saksen-Weimar, toteż postanowiła odwiedzić ich na Dolnym Śląsku pod pretekstem pobytu wypoczynkowego w pięknie położonym schronisku Andrzejówka (Andreasbaude) koło Waldenberga (dzisiejszy Wałbrzych). Ówcześnie ta część dzisiejszej Polski znajdowała się w granicach państwa niemieckiego.

Andrzejówka, lata 30.

Był luty 1936 r., Wilhelmina i Juliana przyjechały do Andrzejówki prosto z zimowych igrzysk olimpijskich w Garmisch-Partenkirschen. Schronisko liczyło sobie wówczas zaledwie 3 lata, a zbudowano je z inicjatywy prezesa towarzystwa turystycznego Andreasa Bocka, od którego imienia wywodzi się nazwa obiektu Andreasbaude. Położone w Górach Kamiennych u podnóża Waligóry (936 m), na Przełęczy Trzech Dolin (810 m npm), było w latach 30. najbardziej nowoczesnym obiektem tego typu w Sudetach, wyposażonym w telefon, elektryczność i toalety. Doskonałe miejsce zarówno na wycieczki piesze, jak i narciarskie, tym bardziej że położony nieopodal Görbersdorf (Sokołowsko) miał skocznię narciarską i trasy zjazdowe.

Andrzejówka, wnętrze

Wilhelmina i ucząca się jazdy na nartach Juliana przebywały tam przez dwa tygodnie, w dniach 14-28 lutego 1936 r. W czasie ich pobytu schronisko było niedostępne dla turystów, a rodzinie królewskiej posiłki przyrządzał kucharz specjalnie sprowadzony w tym celu z Holandii. Niewiele szczegółów z tej wizyty przechowało się w ludzkiej pamięci, z notatek jednej z dam dworu wiadomo, że nocowano w niewielkich pokoikach. Przedwojenny klimat schroniska przypominają zachowane do dziś drewniane stropy ozdobione wizerunkiem Liczyrzepy, muflonów oraz drewniane żyrandole. Okolica jest bardzo piękna, ale matrymonialny aspekt wyprawy nie udał się. Mimo wizyt w siedzibach potencjalnych narzeczonych – u Reussów w Standsdorf (Staniszów) i u rodziny Saksen-Weimar w Heinirchau (Henryków) – holenderska królowa nie znalazła tam pożądanego zięcia. Ale po upływie zaledwie roku Juliana była już mężatką. Jej mężem został niemiecki książę Bernhard Lippe-Biesterfeld, którego obie panie poznały w Garmisch 11 lutego 1936 r., tuż przed przyjazdem do Andrzejówki. Na zdjęciu: narzeczeni, wrzesień 1936.

Z osobą księcia wiążą się kolejne polskie tropy. Jego prapradziadek, Ernest hrabia zur Lippe-Biesterfeld, poślubił w 1803 roku polską szlachciankę Modestę von Unruh (1781-1854). Przodkowie Modesty pochodzili z Frankonii i przybyli na ziemie polskie w XIII wieku. Stopniowo jednak polonizowali się i nawet otrzymali polskie szlachectwo. Matka księcia, Armgarda von Cramm, miała majątek w Wojnowie koło Zielonej Góry, dawniej Reckenwalde, gdzie Bernhard spędził dzieciństwo, uczęszczając do szkoły w Sulechowie. Obecnie jest to Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, a jej wychowankiem był także fizyk Otto Stern, laureat Nagrody Nobla z 1940 r.

Swoją podróż poślubną Juliana i Bernhard rozpoczęli od Polski, dokąd wyruszyli w najgłębszej tajemnicy. Nikt początkowo nie wiedział, gdzie podziali się nowożeńcy, bo dla zmylenia tropów ich bagaż wysłano do Szkocji. Być może na ten wybór wpłynęła sympatia księcia Bernharda do Polaków – zawsze podkreślał, że ma wśród nich wielu przyjaciół. Nieśmiała i żyjąca w cieniu despotycznej matki Juliana na pewno nie żałowała tej decyzji, gdyż pobyt w Polsce można zaliczyć do najprzyjemniejszych wydarzeń w jej życiu.

Krynica, lata 30.

Podróżująca incognito jako hrabiostwo von Sternberg, książęca para wybrała na pierwszy etap podróży poślubnej Krynicę, popularny górski kurort, słynący nie tylko z malowniczej okolicy, ale także z leczniczych wód. W licznych sanatoriach leczy się tu schorzenia górnych dróg oddechowych, przewodu pokarmowego, układu krążenia, moczowego, cukrzycę, choroby kobiece i reumatyzm. Przedwojenna Krynica była także ulubionym miejscem wypoczynku elit politycznych i artystycznych, a luksusowy i bardzo nowoczesny hotel „Patria” wybudował tam (za 3 mln dolarów) Jan Kiepura, słynny polski tenor o międzynarodowej sławie. Kiepura nie znał księcia Bernharda osobiście i był bardzo zaskoczony jego wyborem.

A oto opis hotelu, sporządzony w 1937 r. przez dziennikarza The Guardian: „Patria jest przykładem najbardziej wyrafinowanego, luksusowego i nowoczesnego hotelu pod względem architektury i wyposażenia. Na parterze wszystko jest w różowym marmurze: hall, jadalnia, sala balowa, co sprawia, że odwiedzajacy to miejsce zastanawiają się, czy nie znaleźli się przypadkiem w pałacu z bajki. O piątej podaje się herbatę, odbywaja się wieczorki, jest romantyczny cocktail bar, a zespół jazzowy przygrywa do późnej nocy… (…). To jest jak »Paryż na polskim pustkowiu«.”

To właśnie w jego „Patrii”, 9 stycznia 1937 r., zatrzymała się książęca para. Dowiedziawszy się o tym, Kiepura natychmiast przybył z Paryża w towarzystwie żony, śpiewaczki Marthy Eggert, a dołączyli do nich arystokratyczni przyjaciele księcia Bernharda. Na zdjęciu: Jan Kiepura oraz Martha Eggert.

 Bawiono się tak świetnie, że zaplanowany na kilka dni pobyt „hrabiostwa von Sternberg” trwał aż miesiąc. Za dnia jeżdżono na nartach, polowano, odbywano przejażdżki saniami i zwiedzano okolicę (m.in. Jaworzynę Krynicką) lub po prostu spacerowano po kurorcie, pijąc jego lecznicze wody. Mieszkańcy Krynicy uważają, że właśnie one przyczyniły się do dorodności pierwszej córki Juliany, dzisiejszej królowej Beatrix.

Wieczorami balowano lub chadzano na koncerty. Przebywając w hotelu holenderska para nie stroniła od innych gości, jadając wspólnie z nimi posiłki w restauracji. Do ulubionych rozrywek należało płatanie figli, np. zamienianie gościom butów stojących na korytarzu. Wszystkie szczegóły pobytu Juliany i Bernharda obszernie relacjonowała prasa holenderska, ku rozczarowaniu księżniczki, która pragnęła anonimowości. To nieco hulaszcze życie córki i zięcia budziło dezaprobatę surowej królowej Wilhelminy, która uważała, że takie rozrywkowe zachowanie nie przystoi przyszłej królowej. W trakcie dalszej podróży poślubnej na terenie Polski książęca para zwiedziła również Zakopane oraz Kraków.

Z podróży po Polsce przyszła królowa Holandii wyniosła nie tylko piękne wspomnienia, ale także znajomość kilku polskich słów, o czym skrzętnie informowali dziennikarze. Z Polski małżonkowie pojechali do Budapesztu, Austrii, Włoch i Francji, kończąc podróż po trzech miesiącach w Paryżu.

Czytaj także: Historia pewnej kołyski

Ciekawostka:

Spacerując ulicami Krynicy księstwo Juliana i Bernhard musieli niejednokrotnie mijać niepozornego, nędznie ubranego człowieczka o bełkotliwej mowie, który starał się sprzedać ludziom swoje krynickie pejzaże, malowane na czym się tylko dało – kawałkach tektury, okładkach zeszytów, wszelkiego rodzaju skrawkach papieru. Ten upośledzony fizycznie artysta, z pochodzenia Łemka, był jednym z najwybitniejszych prymitywistów XX wieku, a jego obrazy były wystawiane w wielu galeriach na świecie, m.in. w Amsterdamie.

 

 Nikifor Krynicki, Plac Kościelny, akwarela

 Filmu „Mój Nikifor” (w roli Nikifora aktorka Krystyna Feldman)

Renata Głuszek

Zdjęcia: fotopolska.eu, National Archief, Ronet.pl, artyzm.com, Wikipedia, public domain