Kazimierz Dolny

Zaplanowany tu pobyt (fragment dłuższej trasy*) przedłużyliśmy o jeden dzień, ponieważ to urocze nadwiślańskie miasteczko bardzo nam się spodobało.

Trasa: Warszawa – Kazimierz Dolny, około 146 km

Pobyt: 9 – 12 lipca 2012

Zakwaterowanie: hotel Vincent, który reklamuje się dewizą: „Sztuka wypoczynku”.

Jeden z najładniejszych, w jakich gościliśmy do tej pory.  Położony jest na uliczce Krakowskiej, niedaleko rynku. Hotel posiada kilkanaście pięknych, stylowych pokojów urządzonych tematycznie. Nasze nosiły nazwę „Touluse Lautrec” oraz „Czekoladowy Paryż”.

Widok od ulicy Krakowskiej

Co więcej, gdy zasiedliśmy przy stolikach pod płóciennym zadaszeniem, uprzejma kelnerka zaproponowała podanie obiadu właśnie tu, co nas szalenie uszczęśliwiło. Należy w tym miejscu dodać, że upał nie odpuszczał! Jedyne, co nas przeraziło, to rozmiar golonki, która była przepyszna, ale w której zjedzeniu nie pomogło nawet wyśmienite piwo Kazimierskie. Śniadania też nie rozczarowały – można sobie było wybrać paletę, np. serową, wędliniarską i mieszaną, a sery – poezja smaku! – były dziełami sztuki miejscowych producentów.

Z wyrobów własnych godne polecenia – poza kuchnią, oczywiście – były nalewki, których kosztowaliśmy w gościnnej recepcji na zakończenie dnia. (Miłośnicy win mają w restauracji do dyspozycji spory wybór trunków dostarczanych przez aktora Marka Kondrata, ich wielkiego znawcę i właściciela restauracji „Prohibicja” w Warszawie). Miła, kulturalna atmosfera, gościnność gospodarzy, obfitość wygodnych siedzisk i wszelkie inne walory tego pięknego hotelu (zadbano także o parking dla gości) sprawiły, że zostaliśmy tu na jeden dzień dłużej.

 O Kazimierzu Dolnym

Nazwano go Dolnym dla odróżnienia od Kazimierza krakowskiego (czytaj: Magiczny Kraków). Z drobnej osady miasteczko zaczęło przekształcać się w miasto w XIII i XIV wieku. Sama nazwa pochodzi od króla Kazimierza Sprawiedliwego, ale chyba bardziej kojarzy się z kochliwym królem Kazimierzem Wielkim, który nie tylko nadał mu prawa miejskie, ale w pobliskim zamku spotykał się ze swą żydowską kochanką Esterką. Miasto, leżące na ważnym szlaku handlowym, rozkwitało w XVI i XVII wieku, ale po potopie szwedzkim (1655) mocno podupadło i nigdy już nie wróciło do dawnej świetności.

 Renesansowe kamienice braci Przybyłów

Pod koniec XVII wieku zaczęli się tu osiedlać kupcy żydowscy, greccy i ormiańscy. Szczególny charakter nadali mu Żydzi, o których bytności świadczą liczne pamiątki – synagoga, jatki, cmentarz. Ku ich upamiętnieniu corocznie latem odbywa się w Kazimierzu Festiwal Kultury Żydowskiej (jednym z organizatorów jest nasz hotel Vincent).

Synagoga 

Pomimo utraty znaczenia gospodarczego miasteczko nad Wisłą nie straciło na swej ważności, tyle tylko, że stało się teraz mekką artystów i ulubionym miejscem wypoczynku ludzi o aspiracjach kulturalnych. Kulturalny charakter Kazimierza przejawia się na każdym kroku. Nie tylko w postaci imprez (dodajmy do nich Lato Filmowe), ale także w postaci niezliczonych galerii sztuki, oferujących obrazy, ceramikę i inne wyroby artystyczne.

Pierwszy i drugi dzień pobytu poświęcamy na leniwe spacery po mieście, w czasie których podziwiamy wspaniałe zabytki – bogato zdobione renesansowe kamienice, spośród których wyróżniają się te przy Rynku – kamienice braci Przybył. Ich charakterystyczną cechą są koronkowe attyki i płaskorzeźby. Jeszcze piękniejszą attykę posiada kamienica Celejowska (przy ulicy Senatorskiej), wykonana z białego wapienia. W Kazimierzu piękne są nawet renesansowe spichlerze, usytuowane nieco na peryferiach miasta. Praktycznie z każdym z takich domów wiąże się jakaś historia.

 Kamienica Celejowska 

Wiele z nich zbudowano dopiero na początku XX wieku, ale Kazimierz jest rzadkim w Polsce przykładem miasta, w którym zadbano o to, aby nowa architektura pasowała stylistycznie do tej starej. Praktycznie trudno te nowsze budynki wyróżnić.

Dom Kifnerów 

Przykładem budynek dawnej łaźni, wzniesiony w 1921 r., a także charakterystyczny dom Kifnerów z wysokim drewnianym dachem z gontu, także zbudowany na początku XX w. Nieopodal tego właśnie domu znajduje się pomnik psa upamiętniający słynnego kundla Hultaja. A może kilku innych? W każdym razie nie można go nie pogłaskać! Charakterystycznym obiektem głównego rynku jest studnia z 1915 r. Jak mogliśmy się przekonać, jest to ulubione miejsce fotografowania się nowożeńców. Nieopodal Dużego Rynku znajduje się Mały Rynek – niegdysiejsze centrum dzielnicy żydowskiej, a w czasie II wojny światowej miejscowe getto. Dziś po Żydach (zginęły ich tu 3 000) pozostały drewniane jatki z połowy XIX w. oraz kamienna synagoga z II połowy XVIII w. Jatki pełnią obecnie rolę sklepików i restauracji.

 Jatki

A w pozbawionej wewnętrznych dekoracji synagodze (przepadły!) wystawa fotograficzna dokumentująca życie kazimierskich Żydów.

Są oczywiście i kościoły. Jest ich kilka, ale my z przybytków sakralnych odwiedzamy tylko klasztor ojców reformatów, usytuowany na dawnej Wietrznej Górze. W czasach pogańskich było to miejsce kultu, na którym składano w ofierze czarnego koguta. W XVI i XVII w. zbudowano tu mały kościół i zabudowania klasztorne dla zakonu reformatów. Na teren klasztoru wiedzie klatka schodowa z 65 dębowymi schodkami.

Wejście do klasztoru reformatów

Z losami klasztoru wiążą się bardzo dramatyczne wydarzenia. Za pomoc dla  powstańców polskich w powstaniach z 1831 i 1863 r. ojcowie reformaci zostali wypędzeni przez Rosjan, którzy ich siedzibę zmienili w szpital wojskowy. W czasie II wojny światowej mieściło się tu gestapo i więzienie. Obecnie ten uroczo zazieleniony przybytek w niczym nie kojarzy się z tak ponurą przeszłością.

A propos koguta… Jest on nieoficjalnym symbolem Kazimierza, choć nikt nie potrafi powiedzieć, dlaczego. W każdym razie żelaznym punktem programu pobytu w Kazimierzu winno być skosztowanie koguta z piekarni Sarzyńskich (jest to także restauracja). Trudno ją przeoczyć, ponieważ olbrzymi symbol tego słynnego wypieku znajduje się tuż przy wejściu. Koguta można także kupić w sklepiku na rynku.

I na tych to obiektach kończymy wędrówki po mieście, choć nie są to jeszcze wszystkie jego atrakcje. Kto chce, może wspiąć się np. na wzgórze, aby zobaczyć ruiny zamku z XIV w., ale szczerze mówiąc – nie są one zbyt ciekawe. Tyle tylko, że otacza je romantyczna legenda romansu krola Kazimierza Wielkiego i Żydówki Esterki.

Ruiny zamku

Można wspiąć się też na owianą nimbem tajemniczości Górę Trzech Krzyży, miejsce dawnego pogańskiego pochówku. Na pewno warto dla pięknego widoku, który się stąd roztacza. W Kazimierzu znajdują się także warte uwagi zabytkowe drewniane wille z początku XX wieku.

 Odpoczynek w podcieniach rynku

Nad Wisłą

Ostatni dzień pobytu przeznaczamy na spacery nad Wisłą. Leniwie tocząca tu swoje wody rzeka doskonale wpisuje się w piękny, choć nieco senny krajobraz. Mimo gorąca przechadzamy się rano bulwarem, utworzonym w latach 70. XX wieku na wale przeciwpowodziowym (królowa polskich rzek potrafi być bardzo groźna!).  Przy brzegu cumuje kilka statków, niektóre o charakterze zabytkowym.

i Kazimierz od strony Wisły…

A po południu, mimo zbierających się chmur, odbywamy wycieczkę statkiem spacerowym w okolice Janowca, w którym także znajdują się ruiny zamku, niegdyś wspaniałego. (Jego odbudową po zniszczeniach szwedzkiego potopu kierował w II połowie XVII w. holenderski architekt Tylman z Gameren, o którym piszemy w osobnym artykule Architekt z Utrechtu). Warto tam się wybrać choćby dla zwiedzenia zabytkowego polskiego dworu z terenów Lubelszczyzny, w którym doskonale oddano ducha sarmackiej Polski. My jednakże oglądamy go tylko z daleka.

 Ciekawostka:

Jest możliwe przeprawienie się przez Wisłę promem o nazwie Gelderland. Prom ten, łączący dwie “nadwiślańskie perły”, zbudowany został w 1995 roku w Płockiej Stoczni Rzecznej, dzięki pomocy finansowej holenderskiej prowincji Gelderland, współpracującej z województwem lubelskim. Stąd również pochodzi jego nazwa. Zdjęcie: Gelderland / VSV83

 Kiedy już wracamy, zasępione, pelne kłębiących się chmur niebo pięknie przegląda się w leniwych nurtach rzeki.

W herbaciarni

Chociaż kawiarni i restauracji w Kazimierzu Dolnym nie brakuje, my kończymy każdy dzień wizytą w uroczej herbaciarni „U Dziwisza”, która mieści się niedaleko naszego pensjonatu. Można tu, wśród kilkudziesięciu rodzajów herbat,  znaleźć swoją ulubioną lub przynajmniej ulubiony smak. Urokliwe, wypełnione staroświeckimi bibelotami wnętrze, w którym rozlega się dyskretna, klasyczna muzyka, sprzyja kontemplacji oraz lekturze jednej z licznych książek albo albumów, do skorzystania na miejscu (niestety, głównie w języku polskim).

W herbaciarni

Można też zasiąść w uroczym ogródku – czar letnich nocy, aromat herbaty i smak domowego ciasta są idealnym zwieńczeniem dnia.

 Wokół Kazimierza

Samo miasto i jego najbliższe otoczenie nie wyczerpują listy turystycznych atrakcji. Kto lubi spacery w naturze, znajdzie ku temu idealne miejsce w pobliskich wąwozach, bardzo charakterystycznych dla tutejszego krajobrazu. Wyżłobiła je woda w miękkiej lessowej glebie.

Wąwóz “Korzeniowy Dół”

Można tu podjechać samochodem albo skorzystać z turystycznych wagoników, które zawiozą do wielu innych ciekawych lub choćby tylko malowniczych miejsc Kazimierskiego Parku Krajobrazowego.

Ostatnie spojrzenie na  miasto…

Kazimierski rynek

… i 12 lipca rano opuszczamy Kazimierz Dolny. Przed nami około 264 km drogi na południe, do położonej w Pieninach Szczawnicy. Jedziemy na spotkanie prawdziwych polskich górali!

„Kazimierz Dolny”, wyk. Marek Grechuta

Renata Głuszek

Zobacz także: Relaks nad Wisłą

Zdjęcia: Renata Głuszek, Wikimedia Commons, VSV83

Opublikowano: 1 września 2012

*Cała trasa (2-26 lipca): Rzepin (2-3) – Warsaw (4-9) – Kazimierz Dolny (9-12) – Szczawnica (12-18) – Kraków (18-19) – Tarnowskie Góry (19-22) – Paczków (22-23) – Jelenia Góra (23-26)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *